opress praca fotoszok sportforum sportmaniak gadulek hostil poczta blogi modeleczki zaloty chlewik
x
BLACK RUSSIAN

blackrussian

archaiv:

2009
  Styczeń
  Luty
  Kwiecień
  Czerwiec
  Lipiec
2008
  Styczeń
  Luty
  Marzec
  Kwiecień
  Maj
  Czerwiec
  Lipiec
  Sierpień
  Wrzesień
  Październik
  Listopad
2008
  Styczeń
  Luty
  Marzec
  Kwiecień
  Maj
  Czerwiec
  Lipiec
  Sierpień
  Wrzesień
  Październik
  Listopad
2007
  Maj
  Czerwiec
  Lipiec
  Sierpień
  Wrzesień
  Październik
  Listopad
  Grudzień



lynks:

http://blackrussian.blog.pl/
lynki

byli
też chcesz?



wypiło 7213


| 2009-07-08 | 23:33:55

kazdy czasem (nie uwierze,ze nie) ma taka sytuacje,ze pamieta o jakims waznym wydarzeniu przez 2 miesiace, a gdy ten dzien nastapi,to dowiaduje sie o nim tydzien po czasie.akurat wtedy kiedy powinien zapomina.zdarza sie kazdemu.czasem.mi zdarza sie zawsze.w kazdej waznej sytuacji.zawsze o wszystkim zapominam.dla odmiany ja tez cos mam czasem.czasem sie nienawidze.

skomentuj | (0)




| 2009-06-04 | 22:14:32

na stoczni grają scorpionsi, w telewizorach scorpionsi...pozniej bedzie 'boska' kylie.tlum oszaleje.osiagna katharsis.wszyscy znow poczuja sie wolni.20 letnia historia demokratycznej polski zostanie sprowadzona do dwoch punktow,poczatku i konca.wszystko bedzie idealne.bedzie koniec komuny i cudowne zycie w kraju,gdzie kazdy ma wladze,gdyz demokracja to bezgraniczna wladza w dloniach kazdego z nas.w zapomnienie pojdzie obecna sytuacja rzadowa naszego kraju i fakt ze przez te cudowne 20 lat bylo w sumie kiepawo.nie zebym tu walil jakies moje glebsze wywody,bo mnie to tam dynda.kazdy ma swoje odczucia itd.ja na ten przyklad nie lubie wladzy rzadowej wszelakiego szczebla.nie lubie prezydenta,ministrow.o Adamowiczu nie wspomne,bo to juz glebsza nienawisc.pewnie dlatego ze mnie bezposrednio dotyczy.codziennie gdy wyjezdzam z podworka naprzyklad.ale to tam moje zdanie.inni moga go kochac i wielbic ziemie po ktorej stapa.nic mi do tego.

dobra,straczy tego.bo jeszcze ktos powie,ze sie upijam na powaznie.

po za tym to...o...wokalista nieudolnie udaje Frediego z Queenu...tak przynajmniej to jakos podobnie brzmialo z pokoju obok.niewazne.zapomnialem co mialem napisac.zaczalem od 'po za tym to...' i tu mi sie urwalo.coz.stary jestem to mi sie moze zdarzyc.strata ludzkosci,bo pewnie mialem cos naprawde waznego napisac,jakas zlota mysl,ktora zmienilaby swiat.

 

 

skomentuj | (0)




| 2009-06-04 | 04:22:20

zaczynam się bać.przed pracą postawiłem czysty samochód na parkingu.o 4.00 wyszedłem...cały samochód był obsrany przez ptaki.konkretnie cały.masą ptasiegogówna,nie,że kilka kup...byl normalnie w ciapki jak dalmatyńczyk.a wokół czysto,ani kupy.tylko mój samochód.

ptaki coś knują,teraz mam pewność.

po za tym ktoś pomalował czołg na różowo,nie mogłem uwierzyć jak go przed chwilą mijalem.

skomentuj | (1)




| 2009-06-01 | 22:08:28

ciekawy okres w moim życiu.nawet nie zauważyłem,że przez ostatnie miesiące tak z nie znanych mi powodów 'dorosłem'.tak,mam świadomość,że akurat w moim przypadku brzmi to naprawdę śmiesznie,ale nie zrozumcie mnie źle,nie uważam,że ja dorosłem jako 'ja'.chodzi o moje życie,moje sprawy codzienne.poprostu wszystko wokół mnie stwierdziło,że już ten czas.z dnia na dzień sytuacje i problemy i wszystko wokół mnie dojrzało.stało się o wiele poważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.to ciekawe doświadczenie,kiedy każdego wieczora myślę o tym co działo się przez ostatnie 12 godzin,myślę o swoich decyzjach,rzeczach na które zwracam uwagę i nad którymi się zastanawiam i kiedy tak spojrze na to swoim jestestwem z zewnątrz,tak z trzeciej osoby,widze coś naprawdę nowego,dojrzalszego,poważniejszego...w sumie obcego.ale jednak to wciąż ja i moje życie,tylko jakieś takie inne.może gdyby to zjawisko było rozciągnietę na ostatnie 4 lata,przyswajałbym to spokojnie,po cichu.sączył jak szlachetną 21 letnią brendy.ale to jest jak shot,a przynajmniej bardzo mocny szybki drink.uderza zaraz po wypiciu.może to minie,mam nadzieje,bo ciężko żyje się z nieznanym dotąd,dziwnym życiem.

skomentuj | (1)




| 2009-04-27 | 17:11:57

sprawa pierwsza:

 

PATRZEĆ W LUSTERKA DO CIĘŻKIEGO!!!

 

sprawa druga:

 

darmowy hosting obrazków" alt="" />

to taki krótki i zwięzły komentarz do sytuacji na drogach. ja wiem, że większość kierowców jeżdzi osobówkami i żyją w 100% pewności, że motocykle sa malutki, chamują cudownie i zatrzymują się po 3 metrach, zmieszczą się nawet w 20 cm prześwicie i wogle, ale niekoniecznie tak musi być, więc dla pewności nauczcie się patrzeć i widzieć. tłumaczenie 'nie widziałem pana' dużo mi nie da, a to nie zbyt duży wysiłek, wiem, że się da...sam to robię.

z innej strony patrząc na świat, to zaznaczyć należy, że wino jest bardzo wdzięcznym alkoholem, przyjemnym w spożyciu i skutkach. dodać trzeba, że większość alkoholi jest dobra, ale wino ostatnio bardziej. niech to sobie każdy zanotuje i wykorzysta w jedyny sensowny sposób, w odpowiednim dla siebie czasie.

 

 

była piękna, zgrabna

w okolicy dość sławna,

każdy facet z okolicy ją znał,

każdy spróbować by chciał

no i bądźmy tu szczerzy...

niejeden ją miał.

 

 w tym miejscu tworczosc przeniosla sie na gadu rozmowe z Michaelem.tam powstaja skomplikowane wywody o sensie zycia w kontekscie pracy i wogle cos sensownego...chyba...no... .   .     .       .         .           .             .               .

 

 

 

 

 

 

skomentuj | (1)




| 2009-04-10 | 01:17:40

a na gastro, w środku nocy

trochę bardziej po północy

siedzę w kuchni nad talerzem 

i naprawdę w to nie wierzę

 

ogóreczki zakwaszane

ze słoika wyjadane

kotlet z martwego zwierzęcia

wszystko to nie do pojęcia

 

na dodatek keczup w słoju

konsystencji jakby łoju

i pomidor na dokładkę

a koszula moja w kratkę

 

i tak patrząc na rymy . . . te

czarną czcionką tu wyryte

w białą togę ja okryty

idę wjebać się do łóżka - bo tak mówi Kasia wróżka

 

skomentuj | (2)




| 2009-02-23 | 22:33:23

ot dziwne zdarzenie.mamy poniedziałkowy wieczór a ja.A JA!JA!a ja.ja wróciłem do domu.tzn żadna rewelelaja,że wróciłem do domu,ale fakt,że wróciłem do domu z szafy.z pijalni alkoholu.nie pijany,delikatnie odczuwający przyjemne działanie drinków.z jakiej okazji w poniedziałek?z dwóch.raz,że wczoraj była wyjątkowo pracująca niedziela,więc nie było 'najebawszy się wieczorową porą',a dwa,że Sis jutro opuszcza północ i wraca do krkowa.miastem smoka zwanym.
z ciekawostek dodam,że totalnie kiepsko się dzieje.mam żal.

-Pani Doktor,czuję się źle...

-a co Panu dolega?
-wiosna

skomentuj | (0)




| 2009-02-09 | 09:40:19

-Pani Doktor, czuję się źle..
-a co Panu dolega?
-wszystko

skomentuj | (2)




| 2009-02-02 | 20:55:51

jest 2 lutego,znaczy to ni mniej ni więcej,że styczeń się skończył.czyli pierwszy miesiąc nowego roku poszedł się walić.zostało 11.nawet człowiek nie zauważył kiedy.a do tego luty jest upośledzony o 2 dni.ludzie powinni dostawać od Boga odszkodowanie za każdy luty w życiu.z prawie każdego roku życia ojebywuje nas na 2 dni,czasem na jeden.ale i tak świństwo to straszne.dlaczego się na to godzimy?

na polu zimno.chłodno.śnieg już nie pada,ale nie jest to pogoda mówiąca:'wyjdź,pobiegaj po świecie.ciesz się życiem',ona raczej zachęca do spożywania napojów rozgrzewających i dogrzewania dupy w łóżku,oglądając kolejny raz pierwszy sezon serialu.bo oczywiście drugiego jeszcze nikt nie stworzył.bo i po co.lepiej nakręcić jeden.-spodobał się?czad,na następne poczekacie z rok,to może zachce się nam coś z tym zrobić.-producenci,scenarzyści i cała ta zgraja gnojków to (tu pasuje 'gnojki'...ale jakoś tak bez sensu) świnie straszne są.

wiosna mimo wszystko się zbliża.wszystkie znaki na ziemi i niebie to wskazują.byle przyszła szybko,bo od tego wskazywania znakom paluchy poodmarzają.ale nie ukrywajmy,coś się dzieje.ptaki świergotają i się pieprzą nad ranem.menelstwo z nor wychodzi.rowerzystów coraz więcej.mnie w kościach łamie.Mihowi sen się zmienia,a motocykle pomrukują w garażach co chwila.coś wisi w powietrzu.

co do motocykli,to wszyscy już szału dostają.ile razy kogoś spotkasz,to 10 minut rozmowy zajmuje przepowiadanie pogody.terminy wciąż niepewne.jedni mówią o 2 tygodniach,inni dają trzy.mniej spragnieni,twierdzą,że miesiąc do dwóch,ale to zboczeńcy i pedofile.zamieszczam więc apel solidaryzacyjny z Koni,brzmiący:

ZIMO!WYPIERDALAJ!

teraz czekam na efekty,byle szybko.

 

skomentuj | (0)




| 2009-01-31 | 04:56:13

może się myliłem,może tu jednak nie psauje.ale jeżeli nie tu...to czy gdziekolwiek?

skomentuj | (0)




| 2009-01-15 | 20:57:00

długo.długo,długo,długo.oj długo bardzo.długo mnie tu nie było.mi to nie przeszkadza w sumie.więc jest ok.w tym czasie kot utył jeszcze bardziej.tak,bydle osiągneło już całkiem poważne rozmiary.postanowione zostało więc,że nie będzie jadł tak dużo.będzie na diecie.był.owszem,chudł,ale jednocześnie był 5 razy bardziej upierdliwy.wygrał.ustalone zostało,że kochamy go takim jaki jest,akceptujemy jego tuszę i cieszymy się,że więcej go do kochania.kot dostaje dodatkowe porcje i je więcej niż jadł.więc i tyje bardziej.może kiedyś przestanie się ruszać...

skomentuj | (2)




| 2008-11-25 | 00:21:49

ah.jak miło spędzić poniedziałkowy wieczór najebawszy się radośnie w gronie kumpli i przyjaciół grając w billard.a teraz usiasc sobie do kompa i wlaczyc funkcje 'słodkie pierdzenie' i pisać różne takie pierdółki.a gdy doda sie do tego jeszcze wspaniale przyjemne dzwieki (a w dupie z polskimi znakami) Trzeszczacej Plyty to wychodzi nam naprawde elegancka atmosfera.chociaz w tej atmosferze wytwarza się mała tęsknota.bo to już koniec tego wieczoru.zaraz pójdę spać.a tak naprawdę to mam ochotę pójść dalej na miasto.dalej się bawić,pić i szaleć.bo czym byłoby dobrze wykorzystane życie jak nie zabawą i szaleństwem.tak właśnie powinno się spędzać czas.bawiąc się i szalejąc.tu kryje się sens życia.dobranoc

 

skomentuj | (0)




| 2008-10-14 | 22:22:49

dzisiejszy wieczór postanowiłem spędzić spokojnie,w domu.w miłym,dyskretnym towarzystwie ginu,z lekką domieszką martini bianco.wszystko udekorowane wdzięcznie oddającą to,co ma w sobie najlepszego,zieloną oliwką.dla uzupełnienia nastroju puściłem pełne energii,ale spokojne przy tym utwory z najnowszej płyty Kings of Leon.w takim towarzystwie.w takiej konfiguracji świata wokół mnie,mogę odpoczywać i uzupełniać swoje braki z dziedziny relaksu,na prawie każdej możliwej płaszczyźnie.chociaż nie łatwo było doprowadzić do tej sytuacji.napotkałem po drodze całą masę przeciwieństw.wiele ich było.największym był telefon od miłej mi (nie wiem czy osoba ta zaakceptuje takie określenie,ale ja chciałbym móc tak powiedzieć) przyjaciółki Agaty,proponującej mi podróż nad morze przy świetle księżyca,w towarzystwie jej i paru innych osób (czyli mniej więcej to samo,czym ostatnio zbałamuciłem pewną piękną i dość niewinną koleżankę...tyle,że wtedy był to dwuosobowy wieczór).odmówiłem,niechętnie bardzo,ale chciałem choć jeden wieczór spędzić w domu.czasem wypada.choć świadom byłem,że tracę wiele.później moją drogę do relaksu przerwał futrzak.pies.domagał się wyspaceru.dałem mu to czego chciał.należało mu się.kolejną przszkodą byli rodziciele moi...naszczęście oddalili się dość szybko na z góry upatrzone pozycje (czytaj:krzesła przy stole w salonie,jak codzień) i wtedy,gdy wszystkie te trudności zwalczyłem i zmierzałem w upragnione,wymarzone,wyśnione miejsce z kieliszkiem pełnym cudownej mieszaniny tych dwóch zacnych alkoholi,sięgnąłem do lodówki po oliwkę i...NIE ZNALAZŁEM JEJ!to przecież niemożliwe.tak być nie może.tak się nie godzi.zacząłem gorączkowo przetrząsać zakamarki białego tworu perelowskiej myśli technicznej.znalazłem.z tyłu,mały wąski słoiczek.mama musiała przestawić z tylko sobie znanej przyczyny.to było jak objawienie.odkręciłem wieczko.wciągnąłem cudowny aromat...ale nie za wiele,żeby nie marnować.zatopiłem zieloną aromatyczną kuleczkę w przezroczystym płynie.spróbowałem delikatnie.to było to.osiągnąłem nirvanę.teraz mogę spokojnie siedzieć i delektować się tym cudownym tworem destylacji.co też czynię.jedyne złe uczucia,to mała niepewność i drobny żal,że nie poszedłem z nimi na plażę,ale zwalczę to...drugim,może trzecim kieliszkiem.

skomentuj | (1)




| 2008-10-09 | 22:08:10

dziś ciekawy wieczór.co w nim takiego,że postanwiłem nazwać go 'ciekawym'?odpowiedź dość przewidywalna.wynika to z trunku jaki dziś wypełnia moje trzewia,a jest nim...jogurt pitny tutkawkowy.tak.bezalkoholowy,wstrząśnięty przed spożyciem,różowiutki i pyszniutki jogurt.producentem tego cudu natury jest firma 'obory'.tak więc dzisiejszego ciekawego wieczoru spożywam jogurt z obór i dobrze się przy tym bawię.bezalkoholowo.muszę to sobie często powtarzać.

dzisiaj było trochę przyjemnych momentów.nie będę tu wszystkich wymieniał.większości nawet nie będę,bo nie wypada,zachowam je dla siebie.ale są i takie o których mógłbym krzyczeć na cały wszechświat.zbudować wielką,wielgaśną jak wydział OiO,stację nadawczą i emitować swoją radość do wszystkich układów planetarnych.ale tego oczywiście też nie zrobię,bo byłoby to nie cool.z drugiej strony nie robienie tego jest tendencyjne.a wszystko w takim stylu też napewno nie jest cool.zastanawianie się nad tym co jest cool,jest jeszcze mniej cool.cóż...wniosek z tego taki,że cool to ja nie jestem.mówi się trudno.

byłem dziś w sklepie...ba...byłem nawet w centrum handlowym.tyle,że trafiłem tam tylko dlatego,że wygodnie było mi tam zapłacić rachunek telefoniczny.jak zawsze za duży,jak zawsze za późno,jak zawsze trafiłem na przerwę w kasie.jak zawsze.to taka reguła jest,że o tym,że muszę zapłacić rachunek i jakiej jest wysokości,dowiaduję się w dniu terminu.niemożliwym jest dla mnie,zebrać się i załatwić to tego samego dnia...nie.ja taki nie jestem.sprawa musi się trochę przeterminować.kiedy dostaję całe setki mesów od operatora,że jeżeli nie zapłacę,to odetną mi kotakt ze światem,a co gorsza,możliwość ściągania dzwonków i tapet z ich serwera.wtedy zaczynam o tym myśleć.następnie operator straszy mnie,że jeżeli nie zapłacę,zabiją członka mojej rodziny.codziennie nowa ofiara,aż zostanę sam,lub zapłacę.kiedy i to nie działa,operator informuje mnie,że jeżeli w tej chwili nie ruszę mojego dupska,odetnie mi dostęp do alkoholu i rozpuści plotkę,że jestem słaby w łóżku,a w ostateczności anuluje mi prawo jazdy.wtedy kapituluję i w ciągu 30 sekund opłacam wszelkie zaległe rachunki.moje życie wraca do normy.wciąż mogę rozkoszować się cudownymi napitkami,pięknymi kobietami i rozjeżdżaniem i tak dziurawych już dróg.oczywiście nie mam kontaktu ze światem,bo telefon mi odcieli,włączą za jakiś miesiąc,ale i tak tego nie sprawdzę,bo znów zapomnę zapłacić rachunek.a żeby poprawić mi wtedy humor,listonosz dostarcza mi spóźnioną o 2 miesiące fakturę za świadczenie usług telekomunikacyjnych,która mogłaby (choć nikt w to nie wierzy) zapobiec całemu zajściu.

chwila...miałem napisać tylko,że byłem w sklepie...centrum handlowym...w tym dużym budynku,bo musiałem zapłacić rachunek.ważne w tym wszystkim było to,że po wyjściu z salonu operatora (nazwy wymieniać mi się nie chce,bo jestem przeciwny reklamie) poszedłem do salonu multimedialnego.jak to się teraz wszystko pięknie nazywa.dla osób niepewnych czy zrozumiały o co chodzi.poszedłem do sklepu z płytami,książkami,grami i resztą full wypasiastych rzeczy.w skleposalonie tym poprzeglądałem płyty.gdy tak wertowałem kolejne krążki,dziewiczo zapakowane w błyszczące od folii kartonik,poczułem się kimś.kimś ważnym.kimś powyżej reszty obecnych klientów.skąd to wywyższenie.oni przeglądali płyty CD,ja przeglądałem piękne krążki winylowe,w słusznych rozmiarach.cudowne uczucie.długo czekałem na te dni.wreszcie,gdy udało mi się zmontować sprzęt grający prezentujący jakiś poziom,będę napawał się tym uczuciem.teraz słuchanie muzyki,kupowanie płyt,wszystko to nabrało prawdziwego smaku.wiadomo,że każdą płytę mogę sciągnąć z internetu,nagrać na cdeka,puscić w samochodzi,na kompie,to się nie zmieni.ale kiedy naprawdę mam ochotę posłuchać muzyki,to odpowiednim miejscem jest mój pokój.tam mogę wyciągnąć pięknie lśniący,wytłoczony,ciężki krążek winylu,położyć pod igłą i wsłuchiwać się w dźwięki.całkiem inne uczucie.to jest to na co warto było czekać.coś co nigdy się nie zmieni.zawsze będzie na najwyższym poziomie odczuć.a dzięki popularyzacji takiego odtwarzania muzyki.dzięki powracaniu do początków audiofilskich skłonności wśród ludzkości,co raz to więcej płyt wydawanych jest na winylach.więc są łatwiej dostępne.więc poprostu...hulaj audiodusza!

skomentuj | (2)




| 2008-10-07 | 21:10:43

spokojny to był wtorek...przynajmniej tak z zewnetrzności.poprostu nie zdarzyło się dziś nic.naprawiłem wentylację w gruchocie,poprzewalałem się z miejsca na miejsca i w jeszcze parę miejsc.pojeździłem po szrotach.pomyślałem na przyszłością i sprawami wielkimi,trochę nad sprawami mniejszymi.doszedłem do wniosku,że świat schodzi na psy.można to zauważyć po różnych drobnostkach,ktore w rzeczywistości okazują się być bardzo ważnymi elementami egzystencji.na przykład sprawa pizzy,konkretnie pizzy dowożonej,takiej zamówionej,dostarczonej do domu.takiej prawdziwej pizzy,bo na tym to przecież polega,pizza ma sens,kiedy się po nią dzwoni i przyjeżdża cieplutka,pulchniutka,dostarczona w krótkim czasie,z uśmiechem i idealnej jakości.niestety tak już nie jest.pierwszym problemem jest wybór pizzerii.szczerze mówiąc to już duży problem,bo wszędzie pizza jest nieszczególna.nie ma konkretnej pizzerii,która miałaby szczególnie dobrą pizzę,przynajmniej w mojej okolicy.kiedy już uda się znaleźć taką pizzerię i nawet dokonać wyboru,trzeba się do niej dodzwonić,czasem 2-3 próby.potem dowiadujemy się,że owszem,pizzę dostaniemy,ale za jakies 40-50 minut.czyli powiedzmy to prościej:za jakąś godzinę.przez ten czas musimy kręcić się po świecie,głodnym będąc,ale nie weźmiemy nic do jedzenia,bo to bez sensu.ostatecznie po nieokreślenie długim czasie dzwoni ktoś do drzwi,w najmniej odpowiednim momencie,bo w 80% przypadków,wtedy,kiedy radośnie skupiam się na klopie.po otwarciu drzwi spotykam się z obskurnym typem z petem w pysku i brudną torbą,który niechętnie podaje mi karton z nieszczególnym reklamowym bazgrołem i pogryzdaną ulotką.inkasuje parenaście złotych,złożecząc,że nie odliczone,wymęczając tym sposobem napiwek,za to,że wgramolił się na to 3 piętro,a po za tym z tego przecież żyje,bo pracodawca świadom napiwków oszczędza na biednym dostawcy.kiedy pozbywam się dostawcy i zasiadam do wyczekanego 'obiadu' znajduję niepokrojoną,często przegrzaną i najprawdopodobniej już chłodnawą pizzę,średnio zachęcającą do spożycia.zjadam,bo jestem głodny,do ciężkiej cholery.ot i tyle.tak niestety wygląda dzisiejszy świat i wrzeszczańskie pizze.aż się odechciewa wszystkiego.

 

 

 

   14:38 czwartek
no i się zrobił blok reklamowy w komentach...

skomentuj | (3)




Toruń · Muzyka · MP3 · Filmy ·